CONTROL
Filed in Film, TATA_Inc, Muzik, Lubimy September 28, 2007, 3:05 pm by TATA_IncorporatedDzięki odwadze MamyMamyLeny w niedzielę pierwszy raz w naszym rodzicielskim życiu urwaliśmy się do prawdziwego kina. Żeby nie było za wesoło - na film którego bohater, młody mąż i ojciec, wiesza się na sznurku od suszarki na pieluchy. Mowa oczywiście o Control, najnowszym filmie Antona Corbijna - guru fotografii lat 90tych. Nie będę ściemniać dlaczego jego zdjęcia i teledyski zachwycają. Kto widział - gust ma już spaczony, kto nie - przespał całą dekadę. W każdym razie Anton w końcu zdecydował się na pełen metraż (połowę budżetu wyłożył z własnej kieszeni) i naszym zdaniem zrobił to w świetnym stylu.
Dla fanów Joy Division historia Iana Curtisa jest częścią legendy. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o nadwrażliwcu, który nie potrafił szczerze żyć jedynie słusznym życiem przygotowanym dla niego przez społeczeństwo, a gdy już udało mu się wznieść ponad beznadziejną szarzyznę przedmieść Manchesteru, nie był w stanie odzyskać kontroli nad własnym ciałem, życiem i tą niezrozumiałą osobą która się w nim zalęgła.

Existence well what does it matter?
I exist on the best terms I can.
The past is now part of my future,
The present is well out of hand.
Egzystuje najlepiej jak umie ale czuje, że tak naprawdę to ktoś inny odgrywa jego rolę a on tylko stoi z boku i patrzy co stanie się dalej. Ian miał 19 lat kiedy ożenił się z Debbie, 23 gdy urodziła się Natalie.

i niespełna 24 gdy w przeddzień wyjazdu po sukces na amarykańskie tournee okazało się że nie potrafi odnaleźć siebie we własnym życiu. Zdążył jeszcze zakochać się w belgijskiej femme-fatale, znieść upokorzenie powracających napadów epilepsji i przyzwyczaić się do obezwładniającego działania leków które miały przed nimi chronić. Leków, które miały pozwolić mu wieść “normalne, zdrowe” życie :
Tak tak, drodzy tatusiowie, zdjęcie zrobione przez jego żonę 5 dni przed końcem….
W filmie Corbijn pokazuje Iana recytującego swoim przyjaciołom wiersz Wordswotha “My heart leaps up when I behold” (w Polsce znany jako “Tęcza”)
My heart leaps up when I behold
A rainbow in the sky:
So was it when my life began;
So is it now I am a man;
So be it when I shall grow old,
Or let me die!
The Child is father of the Man;
I could wish my days to be
Bound each to each by natural piety.
Ograny romantyzm, powiecie. Ale ja patrząc na to przewijakowe zdjęcie ciągle jeszcze słyszę, mimo że nie to poeta miał na swym romantycznym celu, “The child is father of the Man” - od dnia swego urodzenia “Dziecko jest ojcem mężczyzny”. Daje życie Mężczyźnie odsuwając w cień faceta/chłopaka/artystę który przywołał je na świat. Rytuał przejścia dający poecie pieluchę w dłoń, zamieniający pulsującą tajemnicą przyszłość w przewijak i suszące się pranie.
Jeśli będziecie mieli okazję - zobaczcie koniecznie. Najlepiej we dwoje…
Trzymajcie się mocno. Niech Control was nie opuszcza.
P.S. Ten post będzie się jeszcze pisał. Z czasem….
Ain’t no sunshine when she’s gone…
Filed in Uncategorized September 26, 2007, 9:59 pm by mamalenyNo i zostaliśmy jak te sieroty… Tęsknimy, jesteśmy chorzy i orbitujemy wokół łóżka. Strajkujemy przeciwko położeniu Brux tak daleko Wrocławia. Babcie są jednak niezastąpione. Obie wykazały się niezawodnym chwytem i Lenka usypiała im na rękach w mgnieniu oka. Dziś jest niespokojna, czuje że coś się zmieniło. Ciekawe czy można tęsknić nie znając jeszcze różnicy między “jest” a “już nie ma”. Kilka ostatnich fotek z wizyty Margot:
Jak widzicie, eksperymentujemy z nosidełkiem (produkt placement zupełnie niezamierzony), bo pogoda nie sprzyja majtaniu czterometrową chustą poza domem. L. na szczęście wybredna nie jest i w nosidle zasypia tak jak w chuście - natychmiast:
A żeby w zarodku zdusić podejrzenia co do tego, dlaczego Mamaleny się ukrywa - na specjalne życzenie manchesterskich 24 Hour Party People - ML w nowym fryzie:
W niedzielę byliśmy jeszcze we czworo, dziewczynom zostawiliśmy więc wolną chatę, a my wymknęliśmy się cichcem do kina. Tata Inc. opowie na co, to dłuższa historia. Po dwóch miesiącach dobrowolnego internowania z trudem rozpoznaliśmy Brux. Zdmuchnęło wielki budynek znad stacji metra
i zrobiło się romantycznie
A potem objawiły nam się dwie małe dziewczynki…
Było tak jak dawniej, chociaż inaczej…
Pocztówki znad kanału
Filed in Travel September 23, 2007, 9:33 am by mamalenyWczoraj świętowaliśmy, z jednodniowym poślizgiem, 2 miesiące życia L.
I jeszcze BM&T wraz z W na tle
A zamierzamy świętować przy każdej nadarzającej się okazji. Teraz czekamy aż Lenie stuknie stówka.
Na dwumiesięcznicę Lenka dostała katar (choć może tylko kataru) i rzęzi teraz jak Zuul z Pogromców Duchów. Najczęściej Babci na ramieniu.
Nam ramiona sięgają już tylko do kolan, cienie pod oczami blakną - paryski look szlag trafił…
tak na przyszłość…
Filed in TATA_Inc, Muzik September 18, 2007, 10:55 am by TATA_IncorporatedKiedyś, dawno temu, gdy cali wzniośli i uduchowieni wróciliśmy z za krótkiej podróży do Indii, zapisałem się na “Daily Quote” Jiddu Krishnamurtiego. Czytałem sobie raz po raz dzielnie unikając myślenia o pracy, aż do momentu kiedy urodziła się Młoda. Lenka ma 60 dni a ja 60 nieprzeczytanych codziennych wykładów. Dzisiaj jednak nie odmówiłem sobie 5 minut obijactwa. Dla dobra Młodej oczywiście. Bo nasz klopsiak już w styczniu wpadnie w edukacyjno-społeczną maszynkę do mięsa i walka o sukces i bycie cool człowiekiem zacznie się na dobre.
We all want to become something: a pacifist, a war hero, a millionaire, a virtuous man, or what you will. The very desire to become involves conflict, and that conflict produces war. There is peace only when there is no desire to become something, and that is the only true state because in that state alone there is creation, there is reality. But that is completely foreign to the whole structure of society, which is the projection of yourself. You worship success. Your god is success, the giver of titles, degrees, position, and authority. There is a constant battle within yourself—the struggle to achieve what you want. You never have a peaceful moment, there is never peace in your heart because you are always striving to become something, to progress. Do not be misled by the word progress. Mechanical things progress, but thought can never progress except in terms of its own becoming.
W wolnym tłumaczeniu: “Ambition makes you look pretty ugly”
“Twoim bogiem jest sukces - szafarz tytułów, stopni naukowych, stanowisk i władzy”.
Brzmi patetycznie ale w deszczowy poranek zatłoczony ludźmi gapiącymi się w monitory z nadzieją na postęp trudno się oprzeć.
Uściski dla tych co przy komputerach i dla ich Bąbli.
Babcia, Mama i Teściowa
Filed in mamaleny, TATA_Inc September 17, 2007, 11:01 pm by mamalenyOj działo się, działo! BM&T wylądowała szczęśliwie i zaledwie chwilę później nastąpiło bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Zdjęcia nie wymagają chyba komentarza - dziewczyny spojrzały na siebie i porozumiały się bez słów.
A But, miglanc jeden, oczywiście miał ogon i były oznaki radości.
Lądowanie nastąpiło w przełomowym momencie - Młoda właśnie zaczęła eksperymentować z przesypianiem nocy i robieniem jednej maxikupy dziennie. Ale nie wie jeszcze czy to takie świeczki warte. My delikatnie sugerujemy, że może jednak tak, no ale młodość ma swoje prawa i naciskać nie będziemy.
Tymczasem nasz Młodszy Podszyszkownik Leńcik…
…wgapia się w świat coraz intensywniej
…lubi sobie pociumać zawsze i wszędzie…
…czasem nawet znajduje chwilę, żeby pogadać ze starymi…
…i planuje srodze się zemścić na ojcu, kiedy już będzie w stanie.
Piękni trzydziestoletni
Filed in Uncategorized September 10, 2007, 3:19 am by mamalenyRazem. I na słońce i na deszcz. Mam nadzieję że to dziedziczne…
Szacun!
Lady in red
Filed in Uncategorized September 7, 2007, 5:25 pm by mamalenyLena w śpiączce. Ja w gorączce dzielenia się z Wami naszym nocnym bezsennym szczęściem…
Sport
Filed in Uncategorized , 5:16 pm by mamalenyMłoda śpi więc ja czym prędzej wrzucam kolejne scenki rodzajowe.
Lenka uprawia następujące dyscypliny:
1) fikanie
2) balet
3) stosuje też techniki relaksacyjne
Widzieliście już jak L. śpi na hitlera. Dziś kolejna pozycja wraz z wariacją - na orzełka
i wersja kompaktowa:
Odessa… (albo chrzest bojowy)
Filed in Uncategorized , 4:45 pm by mamaleny..nie dziecięcia od Matki Karmiącej nastąpiło dziś w godzinach kryminalnie wręcz porannych. Tata Inc miał wczoraj fazę na Totart, więc powiem tak:
- jest szósta - usłyszałam
od męża i myślę: co?
- co? - pytam
- no, rano już wstawaj
(a nie chwaląc się karmię już w locie i przez sen, na stojąco, na leżąco i na siedząco, na siedząco zwłaszcza, zwłaszcza że zasypiam siedząc i budzę się - na następne karmienie - w tym samym fotelu, co ma tę wadę, że Młoda ssie samopas oraz że czasoprzestrzeń zagina się, w wyniku czego dni zamiast się skleić się zlewają) .
Do rzeczy. Dziś Matka Karmiąca musiała udowodnić swoją zdatność do pracy i stąd chrzest bojowy, bo gabinety lekarskie były wewnątrz, a głodniejące migiem brzucho zostać musiało na zewnątrz. Chrzest przeszliśmy śpiewająco - kiedy Matka z rozwianym włosem pokonywała slalom rentgenów, badań okulistycznych, sercowych itp., Ojciec siedział z dziecięciem w pobliskim bistro na kawce, emablując dziecięciem urodziwe czarnoskóre dziewczęta. Każdemu według zasług…
Zatem oprócz 7×7-go dnia, który jak słusznie zauważyła Agnieszka właśnie obchodzimy, świętujemy również pierwszą kawę Lenki na mieście. Dokumentacja zdarzenia poniżej:

Śmichy chichy i pomiędzy
Filed in Uncategorized September 2, 2007, 11:22 pm by mamalenyPo filmowym debiucie śmichów dziś parę fotosów. Właściwie nie parę tylko masa. Dla wytrwałych.
A pomiędzy śmichami…
To teraz premia dla wytrwałych - nasz wehikuł czasu:
I dla prawdziwych twardzieli oraz dziadków, którzy do końca dobrnąć musieli, bo są z tego odpytywani - przewijakowe gadżety (niezbędnie do odczyniania kupy):
Ufff, ależ dziś była bibka! Młodzi się bawią, nam pozostaje rola przyzwoitek…


































































