logout
Filed in Travel October 27, 2007, 1:04 pm by TATA_IncorporatedWylogowujemy się w góry. Tam gdzie się kiedyś działo….
Dobrej pogody na weekend! Nie zmarnujcie tej dodatkowej godziny
’cause she’s a supergirl…
Filed in Uncategorized October 24, 2007, 6:44 pm by mamaleny‘cause I’m a supergirl and supergirls just fly…
‘cause I’m a supergirl and supergirls don’t cry…
Za oknem ciemno, szantażowani przez deszczowe chmury pracujemy częściej w naszym mato-ogrodzie. Przy wtórze In Rainbows.
Młoda będzie chyba wege.
Najwyraźniej jeśli się świat odpowiednio mocno ściśnie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Mogą wystąpić anomalie czasoprzestrzenne - po niedzielnym wigilijnym poranku nadszedł niedzielny sylwestrowy wieczór.
Razem nadal nie jesteśmy pełnoletnie
Pytanie - kto kogo? 1:0 dla Leny.
I tylko Bootsy coraz bardziej niewyraźny…
Just an illusion…
Filed in Uncategorized October 16, 2007, 6:25 pm by mamalenyPoważny wpis o życiu po życiu powisiał już dobrą chwilę więc czuję się upoważniona zawiesić go Lenkowymi zdjęciami, chociaż nadal gorąco zachęcam do odnoszenia się wszelakiego do TatyIncowych rozważań. Sama płonę z ciekawości. I tylko z powodu indolencji mojej stylistycznej tak to brzmi ironicznie. Serio.
Na pierwszy ogień - Lena na macie:
Lena na Tacie:
Lena na spacerze:
I z transparentem”Papa, bon courage”:
Przez jedną krótką chwilę miałam wrażenie, że mam to wszystko pod kontrolą. M. odsypiał maraton, Lenka usnęła w foteliku, But był syty i zadowolony. A ja? W cynamonowej ciszy smażyłam racuchy. I wiem, to tylko złudzenie.
CONTROL-repryza, czyli “i nie jęcz bo inni sobie radzą…”
Filed in TATA_Inc October 15, 2007, 5:37 pm by TATA_Incorporateddyszałem wczoraj przez zęby wbiegając pod ostatnią masakrującą górkę maratonu, który udało mi się skończyć i nie umrzeć. Chwalę się nieprzyzwoicie nie dlatego, że to takie osiągnięcie (1127 osób dobiegło szybciej) ale dlatego, że w końcu doszedłem do ładu z własnym rozsądkiem. Dlatego, że w ostatniej chwili (w sobotę wieczorem) odpuściłem, obiecałem K. że będę jeszcze żył długo i nie zdecydowałem się atakować 4 godzin na które się przygotowywałem (choć przygotowany nie byłem). Oczywiście nie byłbym sobą gdybym pobiegł na 4:15 tak jak obiecałem - jak to w małżeństwie, skończyło się w pół drogi - 4:08. Wilk i owca syci w jednym stali domku.
Tak jak po każdym poprzednim biegu obiecałem, że już nigdy więcej (no chyba że na wiosnę we Wrocławiu). Ale to się nie liczy bo (a co tam, trochę horroru na blogu raz po raz nie zaszkodzi) byłem wtedy mocno niepoczytalny:
Dzisiaj gloria chwały pomału się wykrusza i zostają bolące łydki. I pytanie “po co”? Pewnie nie dla sportowej ambicji, bo tę można też zapokoić w szachach nie wytłukując sobie kręgów i stawów. Żeby pokazać innym kto ma większego? pewnie po części tak, ale na to trzeba chyba zejść poniżej 3 godzin, a nie oglądać plecy emerytów z uśmiechem wyprzedzających cię na podbiegu. Wygląda więc na to, że jednak znowu rację ma J.Ch. twierdząc, że to wszystko dla kolejnego strzału satysfakcji. A od niej uzależniamy się już przecież krocząc od pochwały do pochwały w prymusowskim szkolnym życiu. Tylko że w dorosłym życiu nikt nie potrafi cię tak pochwalić jak ty sam. I tu tak naprawdę wracamy do wpisu o Kontroli i tatusiowaniu. Bo przecież wczoraj przytłaczająca większość biegaczy, zupełnie przez przypadek, była około czterdziestki, lekko łysa, z brzuszkiem i dzieckiem trzymającym napis “Papa, bon courage!!!”. Czy to dobrze, czy źle - wy mi powiedzcie! Pomyślałem właśnie, że chyba wypacam ten wpis żeby w końcu sprowokować twarde komentarze - że to nie tak!, że “nie jęcz bo inni sobie radzą…”. Albo przynajmniej troszkę kogoś wytrącić. Bo przecież nasze pokolenie dobijające 30stki (Jędrek, wszystkiego! jeszcze raz) właśnie zaczyna myśleć o bieganiu maratonów i szybkich autach.
Tak czy siak - dziękuję K. i L. za cierpliwość. Bo naprawdę przegiąłem. Mam nadzieję, że wyjdzie nam to na dobre.
Wasz przechodzący na drugą stronę
TATA (incorporated aż do bólu łydek)
P.S. Skoro do wpisu o CONTROLu wróciliśmy. Agnieszko - doskonale sobie zdaję sprawę, że ten wiersz jest o czym innym. Ale przecież przekaz tekstu to zamysł autora plus interpretacja odbiorcy. A ja usłyszałem to co chciałem usłyszeć. Bardzo możliwe, że Corbijn daje nam ten wiersz jako podpowiedź do pytania o motywacje Curtisa. Bo przecież jako młodzieniec potrafił przeżyć zachwyt. A gdy pozornie miał już wszystko bał się wyjść na scenę, nie miał ochoty wrócić do domu, do żony, rocznej córeczki. I może po prostu skorzystał z opcji “or let me die!”.
A tak przy okazji - słuchaliście już IN_RAINBOWS ? co myślicie?
It’s all wrong
It’s all right
It’s all wrong
It’s all right
It’s all wrong
It’s all right
It’s all wrong
It’s all right
It’s all wrong
It’s all right
…
Jak to, jak to się stało…(czyli Jaca wracaj)
Filed in Uncategorized October 13, 2007, 2:23 am by mamalenyAlbowiem gdyż wpadł był do nas J. W samą porę, bo zaczynaliśmy być już mocno znużeni codziennością.
J. jak zwykle otworzył drzwi i wpuścił snop oślepiającego światła. Oraz zrobił nam sesję do magazynu Rolling Stone:
Jak zwykle było niezwykle. Tajemne życie miejsc i przedmiotów wybiło się na powierzchnię.
Chłonęliśmy, wszyscy.
Jaca dał się obmacać…
Będziemy tęsknić…
W następnym odcinku postaramy się pokazać wam jak się Leniuch chichra, albowiem gdyż dziś zaczęła.
bombel patentowany
Filed in Travel October 6, 2007, 1:24 pm by TATA_IncorporatedZaklepane!!! We wtorek zabraliśmy Młodą do Hagi do Europejskiego Urzędu Patentowego. Koniec z porównywaniem i ja-też-taką-chceniem. Młoda jest jedyna w swoim rodzaju i drugiej takiej nie będzie.
Pierwsza podróż więc już za nią. Pierwsze hotelowe łóżko - model “Kingsajz dla każdego”:
Pierwszy Drive-in w autostradowym Macu (wielce szanowny Urząd Patentowy przewijaka nie ma a Mac na wsi owszem!):
(mech na samochodzie pojawił się po dwóch dniach parkowania w słonecznej Holandii)
Był też wreszcie czas na pierwszą klasyczną sesję z podniesioną dumnie głową :
zdjęcia lekko rozmazane a i model lekko z dystansem do sprawy podchodził. Nic to jednak - to rodzinnych annałów trafi oczywiście to jedno udane i godne pokazywania potomnym:
Daag!
Wild child
Filed in Uncategorized October 1, 2007, 10:46 pm by mamalenyJutro bowiem Lena przekroczy granicę…






















































