Nasz jest ten kawałek podłogi

Choć w sumie nie zgadzam się z tym, że ziemię można kupić, bo niby od kogo.

Można za to zakochać się od pierwszego wejrzenia. Będziemy tam wypasać sarny. Do czasu (odrolnienia).
To jak? Bibka latem?

swoj-kawalek-podlogi1.jpg

swoj-kawalek-podlogi2.jpg

swoj-kawalek-podlogi4.jpg

swoj-kawalek-podlogi3.jpg

swoj-kawalek-podlogi5.jpg


We Wro

leniuch.jpg

uratowany.jpg

tatul1.jpg

tatul2.jpg

tatul3.jpg

krtek.jpg


Wesołych, wesołych!

xmas1.jpg

xmas2.jpg

xmas-by-lynch.jpg


Nomadowie

Przygotowujemy się do wyjazdu. Pakujemy tobołki w wóz cygański,  przytraczamy Młodą. Suchy prowiant na drogę, jeszcze nie pemikan, ale prawie. Czy tak będą wyglądały podróże po krachu cywilizacji?

Miałam wyjawić całą prawdę o Beduinie, ale przecież już i tak wiecie o co chodzi…

beduini.jpg


Subtelne i wyrafinowane…

poczucie humoru Młodej.

There is joy in repetition… 


Opętanie

Wczoraj w nocy niezupełnie przytomni patrzyliśmy jak miota się między nami małe ciałko - Lena biła pokłony, robiła “psa z głową w górę” i buddyjskiego pielgrzymiego szczupaka (czyli Małysza na progu z telemarkiem na nos). Krzyżem nie leżała. Usnęła w końcu na boku. Po dwóch godzinach.

a teraz ze straszną radochą robi tak:

Jak widać Lenka chodząc szoruje jeszcze czołem po ziemi ale Pupa do góry! Małysz też tak zaczynał


Poza Pyzy

poza-pyzy.jpg

No bo nigdy nie wiadomo co będzie. Święta dobre czy złe. Koniec ropy, zagłada oceanów czy ograniczenie populacji do miliarda (co pierwsze). Zjednoczenie czy rozsypka. I jak tu nie mieć ciężkiej głowy?


Pyza w kąpieli

Na przewijaku było, z głową do góry było, to chyba jeszcze tylko kąpielowych brakuje do kanonu:

pyza-w-kapieli1.jpg

 pyza-w-kapieli2.jpg


Sztafeta

Tę fotkę dedykujemy Mai doktorównie.

sztafeta.jpg


Rubikony

Pierwszy turl na plecy (głowa przeważyła), pierwsza połknięta książka, pierwsza historia wryta w pamięć.

readers-digest2.jpg

readers-digest3.jpg

readers-digest4.jpg

readers-digest5.jpg

Swoją drogą to niesamowite jakie skarby czasem wpadają nam w ręce. Gdybym nie wybrała się pewnego pochmurnego dnia na maminkowy spacer i gdyby jednocześnie pewnej pani nie naszło na porządki na strychu nigdy pewnie nie doszłoby do naszego spotkania z Henrym de Monfreidem. A tak, cichcem wymykam się teraz czasem do Afryki z początków XX wieku gdzie Henry, esteta i handlarz, właśnie został przemytnikiem haszyszu. Pierwsza partia towaru właśnie wypłynęła z Pireusu i przechodzi przez boję w Port Said…