Nasz jest ten kawałek podłogi
Filed in Uncategorized December 30, 2007, 11:31 pm by mamalenyChoć w sumie nie zgadzam się z tym, że ziemię można kupić, bo niby od kogo.
Można za to zakochać się od pierwszego wejrzenia. Będziemy tam wypasać sarny. Do czasu (odrolnienia).
To jak? Bibka latem?
Nomadowie
Filed in Uncategorized December 21, 2007, 11:49 am by mamalenyPrzygotowujemy się do wyjazdu. Pakujemy tobołki w wóz cygański, przytraczamy Młodą. Suchy prowiant na drogę, jeszcze nie pemikan, ale prawie. Czy tak będą wyglądały podróże po krachu cywilizacji?
Miałam wyjawić całą prawdę o Beduinie, ale przecież już i tak wiecie o co chodzi…
Subtelne i wyrafinowane…
Filed in Uncategorized December 20, 2007, 11:04 pm by mamalenypoczucie humoru Młodej.
There is joy in repetition…
Opętanie
Filed in Uncategorized December 19, 2007, 1:48 am by mamalenyWczoraj w nocy niezupełnie przytomni patrzyliśmy jak miota się między nami małe ciałko - Lena biła pokłony, robiła “psa z głową w górę” i buddyjskiego pielgrzymiego szczupaka (czyli Małysza na progu z telemarkiem na nos). Krzyżem nie leżała. Usnęła w końcu na boku. Po dwóch godzinach.
a teraz ze straszną radochą robi tak:
Jak widać Lenka chodząc szoruje jeszcze czołem po ziemi ale Pupa do góry! Małysz też tak zaczynał
Poza Pyzy
Filed in Uncategorized December 16, 2007, 12:11 am by mamalenyNo bo nigdy nie wiadomo co będzie. Święta dobre czy złe. Koniec ropy, zagłada oceanów czy ograniczenie populacji do miliarda (co pierwsze). Zjednoczenie czy rozsypka. I jak tu nie mieć ciężkiej głowy?
Pyza w kąpieli
Filed in Uncategorized December 13, 2007, 9:52 pm by TATA_IncorporatedNa przewijaku było, z głową do góry było, to chyba jeszcze tylko kąpielowych brakuje do kanonu:


Rubikony
Filed in Uncategorized December 3, 2007, 12:38 pm by mamalenyPierwszy turl na plecy (głowa przeważyła), pierwsza połknięta książka, pierwsza historia wryta w pamięć.
Swoją drogą to niesamowite jakie skarby czasem wpadają nam w ręce. Gdybym nie wybrała się pewnego pochmurnego dnia na maminkowy spacer i gdyby jednocześnie pewnej pani nie naszło na porządki na strychu nigdy pewnie nie doszłoby do naszego spotkania z Henrym de Monfreidem. A tak, cichcem wymykam się teraz czasem do Afryki z początków XX wieku gdzie Henry, esteta i handlarz, właśnie został przemytnikiem haszyszu. Pierwsza partia towaru właśnie wypłynęła z Pireusu i przechodzi przez boję w Port Said…




















