Unleash da monsta albo Pyza na wolności
Filed in Uncategorized , 11:04 pm by mamalenyDrżyjcie. Drżymy.
Pyza na uniwersytecie
Filed in Uncategorized , 10:57 pm by mamalenyW windzie powiało Lynchem
Parę dni temu na stołówce moglibyśmy przysiąc, że z indiańska wyglądająca kobieta przy sąsiednim stoliku odprawia nad Leną czary. Może dlatego, że ludzie mówiący do siebie mają w sobie coś mistycznego, chyba że ma to miejsce w łazience, w łazience się nie liczy. Zanim szamanka sobie poszła zapytała o imię Leny. Powiedzieliśmy. Mamy nadzieję, że urok był od uroków.
Indoktrynacja
Filed in Uncategorized April 27, 2008, 1:39 pm by mamalenyTO przywiozła Babcia Lenie (Liga rządzi…)
Fabuła jest do głębi poruszająca: kogut przestaje wstawać z łóżka (klasyczna depresja), w obejściu popłoch więc kura, zmieniając się przy okazji w kaprala (klasyczną sukę), przejmuje jego obowiązki. Lenka kurę lubi, pokochała jednak Jeżyka Śmieciarza z “Leśnego bogactwa” - powiastki ekologiczno-alterglobalistycznej, o Jeżu który zbiera leśne skarby, które następnie podstępnie odbiera mu napotkany przypadkiem kolektyw ludzki, oferując w zamian order za “skromnie i bez hałasu dbanie o czystość lasu”. Tę również przemyciła Babcia.
TO natomiast przyniósł M. na obiad

Rozumiem, że obiad będzie przy czarnej od(d)jackowej żarówce?
inexpensive mass-market camera for working-class Chinese
Filed in Uncategorized , 12:16 am by mamalenyM. sprawił mi z okazji nadchodzącego lata plastikową wersję mojej wizji świata: próbuj, a i tak będzie jak będzie (”bo nigdy nie wiadomo co będzie”), jeśli oczywiście w ogóle coś będzie. Panowie w minilabie mają czasem wątpliwości. Łaskawie przepuścili na razie to:
Sławetny krab, autorstwa Kasi I BARTKA:
na żywo jest nieco ostrzejszy
Niech żyje lomo!
Zaniedbałam ostatnio haniebnie i korespondencję i kontakty ze światem w ogóle - dżungla spraw codziennych rozpanoszyła się strasznie, a we mnie niemoc jakaś więc udaję, że mnie nie ma. Ale niedługo już się w sobie zbiorę, świsnę batem raz i drugi, sprawki poczują mores, zrobi się trochę przestrzeni i znów będę reaktywna. Obiecuję.
Łobuzy
Filed in Uncategorized April 24, 2008, 11:06 pm by mamalenyPrzyjechali, nawieźli dóbr rodzimych, delicji i krakowskich, że o tekstyliach nie wspomnę, powiało Wawą, w tle mignął pudzian i tyle ich widzieli… Łobuzy
Serce nasze przy Tybecie, więc olimpiady oglądać nie będziemy i to, że nie mamy telewizji nie ma tu nic do rzeczy, bo moglibyśmy przecież pirtupirem z uprzejmości Chińczyka (!) jakiego skorzystać. Nie gęsim jednak i swój meczyk mamy:
Nie pamiętam kto wygrał, ofiarą padł But, na widok którego Młoda od tamtej pory piszczy i kopie jak szalona.
Ain’t no sunshine when she’s gone 2
Filed in Uncategorized April 11, 2008, 9:20 pm by mamalenyTo teraz góra do Mahometa.




































