lol

Pytanie brzmi: z czego?


Unleash da monsta albo Pyza na wolności

unleash.jpg

Drżyjcie. Drżymy.

unleash1.jpg


Pyza na uniwersytecie

univ1.jpg

univ2.jpg

univ3.jpg

W windzie powiało Lynchem

univ4.jpg

Parę dni temu na stołówce moglibyśmy przysiąc, że z indiańska wyglądająca kobieta przy sąsiednim stoliku odprawia nad Leną czary.  Może dlatego, że ludzie mówiący do siebie mają w sobie coś mistycznego, chyba że ma to miejsce w łazience, w łazience się nie liczy. Zanim szamanka sobie poszła zapytała o imię Leny. Powiedzieliśmy. Mamy nadzieję, że urok był od uroków.


Indoktrynacja

TO przywiozła Babcia Lenie (Liga rządzi…)

ambitna-kura.jpg

Fabuła jest do głębi poruszająca: kogut przestaje wstawać z łóżka (klasyczna depresja), w obejściu popłoch więc  kura, zmieniając się przy okazji w kaprala (klasyczną sukę), przejmuje jego obowiązki. Lenka kurę lubi, pokochała jednak Jeżyka Śmieciarza z “Leśnego bogactwa” - powiastki ekologiczno-alterglobalistycznej, o Jeżu który zbiera leśne skarby, które następnie podstępnie odbiera mu napotkany przypadkiem kolektyw ludzki, oferując w zamian order za “skromnie i bez hałasu dbanie o czystość lasu”. Tę również przemyciła Babcia.

TO natomiast przyniósł M. na obiad
seitan.jpg

Rozumiem, że obiad będzie przy czarnej od(d)jackowej żarówce?


Kropeczka aka Monsta

lena6.jpg

lena1.jpg

lena2.jpg

lena3.jpg

lena4.jpg

lena5.jpg

lena7.jpg

lena8.jpg


inexpensive mass-market camera for working-class Chinese

M. sprawił mi z okazji nadchodzącego lata plastikową wersję mojej wizji świata: próbuj, a i tak będzie jak będzie (”bo nigdy nie wiadomo co będzie”), jeśli oczywiście w ogóle coś będzie. Panowie w minilabie mają czasem wątpliwości. Łaskawie przepuścili na razie to:

lomo4.jpg

kasia.jpg

Sławetny krab, autorstwa Kasi I BARTKA:

krab.jpg

na żywo jest nieco ostrzejszy

lomo1.jpg

lomo2.jpg

lomo3.jpg

Niech żyje lomo!

Zaniedbałam ostatnio haniebnie i korespondencję i kontakty ze światem w ogóle - dżungla spraw codziennych rozpanoszyła się strasznie, a we mnie niemoc jakaś więc udaję, że mnie nie ma. Ale niedługo już się w sobie zbiorę, świsnę batem raz i drugi, sprawki poczują mores, zrobi się trochę przestrzeni i znów będę reaktywna. Obiecuję.


Łobuzy

Przyjechali,  nawieźli dóbr rodzimych, delicji i krakowskich, że o tekstyliach nie wspomnę, powiało Wawą, w tle mignął pudzian i tyle ich widzieli… Łobuzy ;)

lobuzy1.jpg

lobuzy2.jpg

Serce nasze przy Tybecie, więc olimpiady oglądać nie będziemy i to, że nie mamy telewizji nie ma tu nic do rzeczy, bo moglibyśmy przecież pirtupirem z uprzejmości Chińczyka (!) jakiego skorzystać. Nie gęsim jednak i swój meczyk mamy:

mecz2.jpg

mecz3.jpg

mecz4.jpg

mecz5.jpg

mecz6.jpg

mecz.jpg

Nie pamiętam kto wygrał, ofiarą padł But, na widok którego Młoda od tamtej pory piszczy i kopie jak szalona.


Ain’t no sunshine when she’s gone 2

gone.jpg

To teraz góra do Mahometa.

gone3.jpg


Dziewczynki i łapacz snów

dziewczynki1.jpg

dziewczynki2.jpg

dziewczynki3.jpg


Tam sięgaj…

balet1.jpg

balet2.jpg

balet3.jpg

… gdzie wzrok nie sięga.