Ta ostatnia niedziela…

Wigilie zakładowe, pożegnalne przyjątko w żłobku, pożegnalne tapaski, dziś pożegnalne czytanie Kopciuszka. Tęsknota a priori już trochę ściska.

dsc_3072.jpg

Nie uda się jednak pożegnać nas na dobre. Będziemy wracali. Sorry Winnetou.

Pudła atakują, na wszelki wypadek już teraz życzymy Wam dużo dobrego na Święta!

(pierogi, pierogi, pierogi, pierogi, pierogi, pierogi)

dsc_3013.jpg


Party people

Bo się żegnaliśmy. Bo przyjechał Tadek. Bo Julka chwyciła za aparat.

dsc_2923.jpg

dsc_2924.jpg

dsc_2950.jpg

dsc_2883.jpg

dsc_2957.jpg

Nobla za pomysł usypiania młodzieży na “Krzysia szatniarza”! Chyba wracamy do świata żywych.

Nazajutrz chłopaki raniutko o 14 pojechali do macierzy, a Młoda raz jeszcze poprosiła o bindi.

dsc_2981.jpg

dsc_3006.jpg


Łańcuchy

Jak nakazuje tradycja, niektórzy nic nie pamiętają. Reszta ustala wersję oficjalną. Są też namacalne dowody na to, że wszystko odbyło się pomyślnie.

dsc_2899.jpg

dsc_2907.jpg

dsc_2895.jpg

dsc_2910.jpg


Odliczanie

Dwa tygodnie temu…

dsc_2790.jpg

dsc_2816.jpg

dsc_2827.jpg

dsc_2852.jpg

dsc_2846.jpg

dsc_2857.jpg

movin.jpg


Jaurisova moja miłość

Miesiąc temu po raz pierwszy zapachniało świętami. Hanka, Hanka i Lenka, baranek Shaun, kipisz w wannie (zaklęty w moim telefonie), mufiny, herbata z rumem, pierwsza zamieć, więcej herbaty z rumem, zupa čočková, magiczna ryba, co to zawsze na brzuch spada, doktryna mañana, Pi i Sigma, zestaw antydepresyjny, po którym nie pamiętam już nic więcej, bo skoczył mi cukier. A, pierniki. I pierzyna. Kokoszka, co łepek ukręciła i frrrrr. Skondensowana pigułka ciepła. Aparat niestety umarł mi z głodu na samym początku.

jaurisova1.jpg

jaurisova2.jpg

jaurisova3.jpg

jaurisova4.jpg

jaurisova5.jpg

ondra.jpg

W sprawie odgrzewanych knedlików z jajkiem poszła już petycja do Strasburga. Ręce precz od knedlików!